niedziela, 31 stycznia 2016

Buble kosmetyczne

Witajcie kochane :)
Jak wam mija niedzielny czas? Na godzinę temu wstałam po studniówkowej zabawie i stwierdziłam, że napiszę posta na temat bubelków ostatnich czasów.
Jeżeli jesteście ciekawe co to za produkty to zapraszam was serdecznie.

1.
Rimmel Gel Eyeliner 001 Black
Chciałam spróbować nauczyć się malowania kresek. Kupiłam ten liner, ponieważ dodatkowo dołączony był pędzelek. Niestety, ale zaraz po rozpakowaniu okazało się, że konsystencja tego porduktu jest trochę kamieniowata (?)
Okropnie ciężko było wyjąć produkt z opakowania, już nawet nie będę wspominać o aplikacji, która była niemożliwa.
Na szczęście kupiłam ten produkt na promocji za 20zł.



2.

Miyo Glam Eyes
Eyeliner kupiony 2 lata temu, ale już od początku nie nadawał się do niczego. Pędzelek był tak długi, że nie byłam w stanie narysować nim kreski. 
Użyłam go raz i został zasypany innymi kosmetykami.

3

Essence I Love Stage baza pod cienie.
Wiele osób ją polecało więc się skusiłam.
No niestety, ale okazała się totalnym bublem. Po pierwsze jej kolor- jest tak pomarańczowy, że przy używaniu jasnych cieni potrafi je okropnie przyciemnić.
Po drugie jej działanie- przy używaniu tej bazy moje cienie wyglądają tragicznie.
Zero działania, na szczęście jest dość tania.

4
Rimmel 070 Airy Fairy
Chyba najbardziej znany kolor z szafy rimmela. Wiele dziewczyn mówiło, że jest to kolor pasujący wszystkim typom urody. U mnie ten kolor się kompletnie nie sprawdził. Szminka posiada dodatkowo drobinki, która na ustach wyglądają koszmarnie. 
Aby jeszcze bardziej pogrążyć ten produkt to napiszę, że szminka zbiera się w kącikach i nie utrzymuje się rewelacyjnie.

5
Oriflame
lakier do poznakci  (nie mam pojęcia jak się nazywa)
Jest to pierwszy w mojej kolekcji lakier, który nie ma krycia. Po nałożeniu 3! warstw widać lekki kolor. Nie będę już wspominać o wysychaniu. Totalny bubeeeel.


Znacie te produkty?

środa, 27 stycznia 2016

Catrice Nude Illusion podkład do twarzy.

Witajcie :)

O podkładach z Catrice słyszałam już wiele. Kiedyś pisałam już o jednym z nich, który stał się moim ulubieńcem.
Wiele oczekiwałam od tego podkładu, szczególnie mam na myśli krycie i utrzymywanie.
Czy ten podkład także sprawdził się tak świetnie jak jego brat?
Zapraszam do dalszej części ;)


Podkład Nude Illusion od Catrice zamknięty jest w szklanej butelce mieszczącej 30 ml produktu. Opakowanie jest matowe co bardzo mi się spodobało.
Podkład zamykany jest na plastikową zatyczkę. Wielkim plusem jest pompka, która ułatwia nam wydobywanie produktu z buteleczki. Pompka jest dobra, nie zacina się i dozuje odpowiednią ilość produktu.

Zapach tego podkładu jest troszeczkę chemiczny, natomiast nie jest on długotrwały. Na pewno nie przeszkadza w używaniu i noszeniu :)

Konsystencja podkładu jest bardzo dobra. Jest lekko gęsty, natomiast nie ma problemu z jego aplikacją. Aplikacja podkładu jest bardzo łatwa. Osobiście najbardziej lubię nakładać go palcami. Ma bardzo miłą konsystencje, a na twarzy przy aplikacji jest bardzo aksamitny.
Podkład nie tworzy smug, wygląda bardzo dobrze zarówno zaraz po aplikacji, jak i później.
Produkt lekko przykleja się do twarzy co przedłuża jego trwałość. Dodatkowo podkład zastyga na twarzy. Mimo tego nie widać go na skórze. To ogromny plus szczególnie, gdy nie lubicie efektu maski. (kto to lubi???)
Krycie ma lekkie w kierunku do mocnego. Nie zakryje wam krostek, ale lekkie przebarwienia jest w stanie całkowicie zakryć. Podkład pięknie wyrównuje kolor skóry.
Niestety, ale podkład lubi podkreślać suche skórki, więc pod tym względem trzeba na niego uważać. 



Podkład ma działanie lekko matujące, natomiast po jakimś czasie ten efekt zmienia się na bardziej rozświetlający. Pięknie wygląda, jednak trzeba być czujnym i mieć w pogotowiu puder albo bibułki, ponieważ  ten rozświetlający efekt może być aż za mocny szczególnie jeśli macie problem z przetłuszczaniem się strefy T.

Utrzymywanie tego produktu jest średnie. Szczerze to liczyłam na bardzo dobrą trwałość, jednak już po ok.6-7 godzinach lubi się ścierać i pozostawiać nieestetyczne placki szczególnie przy nosie i na policzkach.
 Mój kolor to 010 jest to najjaśniejszy kolor. Niestety, ale właśnie z tym kolorem są największe problemy.
Po pierwsze kolor 010 wcale nie jest taki jasny. Zdecydowanie bladziochy powinny go unikać. Ma lekko pomarańczowe tony i niestety po aplikacji ciemnieje.
Mimo, że jestem bladziochem to używam go do mieszania z innymi podkładami lub gdy jest lato i jestem mocno opalona.
Wydajność jest bardzo dobra. Używam produktu już od kwietnia i jestem w połowie opakowania. Myślę, że podkład powinien mi jeszcze posłużyć w te wakacje.

Za cenę 30 zł mamy bardzo fajny produkt. Fakt, nie jest idealny, ale jeśli jesteście troszeczkę ciemniejsze i poszukujecie fajnego podkładu do codziennego makijażu to zdecydowanie warto go sprawdzić :)

Macie go?

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Ziaja tonik ogórkowy wybielający blizny po trądziku

Hejka :)
Która z was zmaga się z trądzikiem?
Do 17. roku życia moja skóra była wręcz idealna. Nie miałam problemy z krostami i byłam bardzo zadowolona. No niestety, ale przyszedł czas zmian i na mojej twarzy pojawiła się istna katastrofa. Masa krostek i (wstyd się przyznać) chęć ich wyciskania sprawiły, że po krostach zostawały mi czerwone blizny. 
Moja koleżanka poleciła mi tonik z Ziaji. Jako, że bardzo lubię tę firmę postanowiłam spróbować i zakupić ten tonik szczególnie, że był bardzo tani.
Jesteście ciekawe czy mi pomógł? 
Zapraszam do dalszej części :)


Tonik zamknięty jest w zwykłej, plastikowej butelce z nakrętką. 
Produkt wydobywa się dość łatwo.
Zapach jak na tonik ogórkowy jest ogórkowy ;D (kto by się spodziewał)
Używam tego produktu codziennie dwa razy, zaraz po umyciu twarzy.
Tonik nakładam na twarz skupiając się na miejscach występowania blizn i zaczerwienień. W moim przypadku są to głównie policzki. Po 2 miesiącach jestem w stanie napisać już kilka słów na jego temat. Początkowo nie byłam do niego przekonana. Nie by zły, jednak nie zauważyłam jakiś szczególnych różnic. 
Zmieniło się to dopiero, kiedy porównałam zdjęcia zrobione przed używaniem toniku i po.
Zdecydowanie mogłam zauważyć, że blizny i zaczerwienienia zostały rozjaśnione.
Jestem z tego faktu bardzo zadowolona.
Tonik nie zawiera alkoholu, nie wysusza skóry.
Co do nawilżania to szczerze mówiąc ciężko jest mi to stwierdzić, ponieważ zaraz po aplikacji tego toniku nakładam krem nawilżający.





U mnie ten produkt sprawdził się świetnie. Byłam mile zaskoczona, gdy zobaczyłam jak ładnie wybielił moje blizny po trądziku. Zdecydowanie kupię następną buteleczkę, kiedy ta mi się skończy. Cena ok. 7 zł.

Macie go? Używacie jakiś produktów wybielających blizny po trądziku? 

sobota, 23 stycznia 2016

Essence Long Lasting 07 Natural Beauty


Hejka ;)
Zdecydowanie malowanie ust nie jest moją ulubioną dziedziną makijażu.
W swojej kosmetyczce mam zaledwie kilka szminek i to w bardzo stonowanych kolorach.

Zdecydowanie moją ulubioną szminką jest pomadka w odcieniu 07 Natural Beauty od Essence.
Jest bardzo łatwo dostępna i kosztuje jedynie 9zł.




Szminka zamknięta jest w matowym, plastikowym opakowaniu. Nie jest to najwyższa jakość, ale za taką cene nie możemy wymagać za dużo.
  
Kolor 07 Natural Beauty jest to bardzo naturalny odcień idealnie prezentujący się przy dziennych makijażach.
Jest to różowy odcień z delikatnym dodatkiem fioletu.
Na ustach prezentuje się bardzo ładnie. Moim zdaniem ten kolor pasuje praktycznie wszystkim. Jest to matowa szminka, jednak jej konsystencja jest kremowa co sprawia, że na ustach możemy zauważyć lekki błysk. Pomadka nie podkreśla suchych skórek. Jest to ogromny plus, szczególnie dla osób zmagających się z wiecznie spierzchniętymi ustami. 
Pigmentacja jest dobra, wystarczy raz przejechać po ustach by uzyskać dość mocny efekt.
Powtarzając tę czynność jesteśmy w stanie uzyskać pełne krycie. Aplikacja tej szminki jest bardzo prosta. Zdecydowanie możemy nałożyć produkt bez lusterka.
Noszenie tej pomadki jest bardzo przyjemne. Kolor utrzymuje się na ustach ok 2-3 godziny.
Po tym czasie szminka schodzi równomiernie bez zbierania się.




Bardzo spodobały mi się pomadki essence z tej serii. W szale zakupów i przy promocji -40% udało mi się dorwać jeszcze dwa dodatkowe kolory.
Szminka nie jest idealna. Zdecydowanie powinna mieć lepszą trwałość. 
Natomiast jeżeli nie potrzebujecie długotrwałych szminek śmiało możecie przyjrzeć się dokładnie szminkom z essence.


Znacie te szminki?

wtorek, 19 stycznia 2016

Postanowienia noworoczne 2016

Witajcie :)
Nowy rok, nowe postanowienia. Ja robię je w każdym roku, ale w tym postanowiłam podzielić je na kilka kategorii.
Poza szkołą i życiem prywatnym pojawiła się kategoria bloga i kosmetyków.
Zapisałam kilka postanowień, które w tym roku postaram się wypełnić. 
Znajdują się tutaj rzeczy bardzo ważne i te troszeczkę mniej ważne, ale wszystkie z nich w pewien sposób poprawią mnie fizycznie i psychicznie (dziwnie to brzmi )
Chcecie wiedzieć jakie mam postanowienia?

Zapraszam do dalszej części ;)


*
Pójść do dentysty.
Może to trochę głupie postanowienie, ale bardzo ważne dla zdrowia. Wiadomo zdrowe zęby są bardzo ważne, więc warto o nie zadbać. Ja nie byłam u dentysty ponad rok (o zgrozo) i w tym roku, zaraz po studniówce zapisuję się na wizytę.

*
Czytać więcej książek.
Jako blogerka czytam sporo tekstów, recenzji itp. Chciałabym jednak dodać do tego kilka książek. 
Lubię czytać, niestety obecnie mam bardzo mało czasu, a gdy już zdarzy mi się zajrzeć do książki jest to zwykle książka, którą muszę czytać do szkoły.
Chce to zmienić i już mam nową książkę, którą zaczynam czytać ;)

*
Jeździć więcej rowerem i chodzić pieszo.
W zeszłym roku zdałam prawko i mimo szczerych chęci mój rower został zaniedbany. 
Do sklepu samochodem, na zakupy samochodem, do szkoły samochodem itp.
Mam dobre połączenia autobusowe, a na przystanek spokojnie mogę dojeżdżać rowerem lub chodzić "z buta". Warto chodzić pieszo ponieważ możemy troszeczkę zadbać o naszą kondycje i zdrowie.

*
 Pić więcej wody.
Te postanowienie udało mi się już zrealizować w grudniu. Piłam ok. 2-2,5l wody dziennie. 
Zauważyłam już pierwsze efekty m.in poprawiła się moja skóra i udało mi się zrzucić 2 kg.
Może to nie zasługa wody, natomiast picie dużej ilości wody jest bardzo ważne.
Dodatkowo chcę pić raz dziennie pokrzywę.

*
Jeść więcej warzyw i owoców.
Zmieniam dietę i wprowadzam zwiększoną ilość zielonego. Dodatkowo postanowiłam ograniczyć ilość soli i cukru. Czekolada też idzie w zapomnienie ;)

*
Planować swój czas.
Mam z tym ogromny problem. Jestem ostatnio bardzo leniwa i chcę to zmienić.
Codziennie zapisuje na kartce co mam zrobić danego dnia.
Poprawia to systematyczność i zwiększa produktywność.

*
Podjąć pracę w wakacje.
O ile zdam maturę z matematyki (trzymajcie za mnie kciuki w maju) to czekają mnie najdłuższe wakacje w życiu. Nie mam zamiaru siedzieć w domu, chcę podjąć pracę najchętniej w drogerii, ale to jest chyba mało realne. 
Chcę zarobić trochę pieniędzy bym mogła mieć "hajsy" na moje studia.
O ile będzie to możliwe to wyjadę za granice.

*
Poprawić wygląd moich włosów.
Chodzi głównie o zagęszczenie włosów i systematyczne nakładanie masek itp.
Chcę, aby moje włosy wróciły do stanu sprzed 3/4 lat, kiedy były gęste i zdrowe.

*
Zużyć kolorowe kosmetyki.
Szczególnie cienie i produkty do konturowania. Mam tego sporo i szczerze to używam ciągle tych samych kosmetyków. Zredukowanie ilość kosmetyków poprawi mój stan finansowy i pozwoli na możliwość poznania kolejnych, ciekawych produktów.

*
Częściej pisać.
Możecie to zauważyć bo już od grudnia staram się systematycznie dodawać posty na bloga.
Codziennie staram się również komentować wpisy innych dziewczyn.
Chcę, aby mój blog się rozwijał i pod koniec roku mieć 100 obserwatorów.

*
Pozbyć się trądziku.
Męczę się już z tym prawie 2 lata, a moja skóra jest nadal w kiepskim stanie.
Ograniczę ilość nakładanego makijażu i postaram się wprowadzić w życie kilka nawyków, które mogą mi pomóc.

*
Powiększyć ilość pędzli i zrobić samodzielnie paznokcie hybrydowe.
Chcę w tym roku malować już inne osoby, ale przy mojej skromnej ilości pędzli jest to mało możliwe. Chcę koniecznie zwiększyć ilość pędzli do oczu.
Dodatkowo kusi mnie dalej robienie hybryd. Może to okazać się całkiem fajnym zajęciem ;)



I to wszystkie postanowienia jakie chciałam wam przedstawić.
Chcę za rok powrócić do tego posta i zrobić podsumowanie ile z tych postanowień udało mi się zrealizować. Mimo tego, że jest już połowa stycznia to ja dalej staram się przestrzegać tych postanowień.
Jest to ok. 40% moich wszystkich celów, ale część z nich jest na tyle osobista, że chcę zostawić je dla siebie.



Jakie macie postanowienia noworoczne?
Udaje wam się je zrealizować?

sobota, 16 stycznia 2016

Catrice Liquid Camuflage nowy hit kosmetyczny.

Witajcie ;)
Ostatnio mam dość mało czasu co wiąże się z małą ilością snu. Dodatkowo zima i brak słońca nie pomaga w normalnym wyglądaniu ;)
Jestem osobą posiadającą mocne cienie pod oczami, więc mocno kryjący korektor to u mnie podstawa. 
Od lipca używałam korektora z Collection. Niestety już się skończył, ale był to najlepszy korektor ever. Świetnie maskował cienie i utrzymywał się bardzo długo.
Dodatkowo nie przesuszał delikatnej skóry pod oczami i ogólnie był spełnieniem moich wszystkich marzeń.
Zakup nowego korektora był dla mnie wyzwaniem.
Szukałam oczywiście korektora zbliżonego do mojego ideału.
Czy znalazłam? 
Odpowiedź w dalszej części :)
Zapraszam serdecznie :)

Korektor z Catrice wpadł w moje ręce dość przypadkowo. Nie czytałam wcześniej opinii na jego temat. W sumie w internecie nie było jeszcze dokładnych recenzji tego produktu ponieważ kupiłam go w tygodniu kiedy został wprowadzony na polski rynek.
Liquid Camouflage od Catrice został stworzony, aby poprawić wszystkie wady kultowego produktu tej firmy, czyli korektora w słoiczku.
Jeżeli czytałyście mój post na temat kamuflażu w słoiczku to wiecie, że niestety nie nadaje się do maskowania cieni pod oczami. Jest do tego zbyt ciężki.
Płynna wersja kamuflażu ma maskować głównie cienie pod oczami, a do maskowania większych niespodzianek, czy przebarwień pomóc ma nam wersja w słoiczku.

Opakowanie jest bardzo ładne. Spełnia swoją funkcje i dodatkowo bardzo ładnie się prezentuje. Wielkim plusem jest przezroczystość, dzięki czemu możemy bez problemu kontrolować stan zużycia produktu.
Z opakowania korektor wydobywamy przy pomocy zwykłego aplikatora podobnego do tych z błyszczyków.
Cechą, która również pozytywnie wpływa na jakość używania tego korektora jest fakt, że napisy nie ścierają się.
Opakowanie mieści 5 ml korektora.



Dostępne są 2 kolory tego produktu. Ja wybrałam odcień najjaśniejszy, czyli 010. Jest to kolor skierowany głównie dla baaaardzo bladych osób i przyznam, że czasami mam wrażenie, że jednak powinnam mieszać ten kolor z czymś ciemniejszym. ( A jestem osobą dość bladą).
Kolor 010 Porcellain jest to dość neutralny odcień wpadający raczej w lekko żółte tony.
Po nałożeniu na skórę lekko zmienia swój kolor jak możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej.
Nie jest to jednak mocna różnica, więc po aplikacji na skórę pod oczami kolor ładnie wtapia się i dostosowuje do naszego koloru skóry.
Catrice stworzyło bardzo dobrze kryjący korektor. Jego krycie porównuję do krycia wspomnianego już wcześniej korektora z Collection.
Produkt zastyga na skórze i po krótkim czasie nie da się już z nim nic zrobić ;)
Jest to ogromna zaleta jeżeli dodam do tego fakt, że korektor jest dość lekki i nie powinien szkodzić naszej delikatnej skórze.
Przy pierwszej aplikacji nie byłam do końca zadowolona z tego produktu. Dlaczego?
Chodzi o sam wygląd na skórze. Produkt niestety, ale potrafi wejść w linie i zmarszczki co niestety, ale nie wygląda zbyt dobrze. Ja znalazłam na do małe rozwiązanie, a mianowicie zaraz po aplikacji nakładam na niego dość sporą ilość pudru i wklepuje całość palcem. 
To moim zdaniem poprawia wygląd korektora i sprawia, że utrzymuje się jeszcze dłużej.
A jeżeli chodzi o utrzymywanie to w moim przypadku korektor spokojnie utrzymuje się ok. 6-7 godzin. Po tym czasie widzę już prześwity i delikatne zniknięcie produktu ze skóry.
Produkt świetnie sprawdza się jako baza pod cienie.
 Podbija ich kolor i przedłuża utrzymywanie.



 Ogólnie dla mnie jest to najlepszy produkt tego typu na rynku. 
Za cenę 16 zł nie znajdziecie lepszego korektora. 
Przy jego wydajności korektor spokojnie wystarczy na ponad 4 miesiące.
Moim zdaniem warto spróbować tego produktu i polecam go zakupić jeżeli go spotkacie bo z tego co mi wiadomo jest on dość mocno wykupowany ;)

Macie go? Jak wrażenia?

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłej niedzieli ;)  





wtorek, 12 stycznia 2016

Ziaja Ulga peeling enzymatyczny.



Hejka ;)
Dzisiaj zapraszam was na mega szybką recenzję produktu z mojej ulubionej firmy kosmetycznej.
Ostatnie dni były dla mnie dość intensywne. Nieoczekiwana sprawa i dodatkowy stres wywołał u mnie niestety wysyp nowych "przyjaciół"
Na szczęście z pomocą przyszedł żel benzacne, który zwalczył krosty.
Niestety jest to maść o działaniu dość mocno wysuszającym dlatego zdecydowałam na zastosowanie tego oto produktu z Ziaji.

Zapraszam do dalszej części recenzji produktu ;)


Peeling zamknięty jest w zgrabnej, białej tubie zamykanej na standardowy klips.
Plastik, z którego zostało wykonane te opakowanie jest dość twarde i niestety bardzo ciężko przeciąć je i wydobyć resztki produktu.
Jako, że mam dość wrażliwą skórę postanowiłam zaryzykować i kupić ten produkt. 
Na początku byłam dość sceptycznie do niego nastawiona, jednak z biegiem czasu moje odczucia na jego temat się zmieniły.
Kosmetyk ma białą barwę i żelową konsystencje. Zapach jest całkiem okej, można wyczuć dość apteczny zapach, jednak nie jest on mocny i nie czuć go po zmyciu.


Jak wspomniałam wcześniej mam dość wrażliwą skórę. Dodatkowo mam problemy z trądzikiem, więc peeling mechaniczny odpadał. 
Początkowo nie byłam zadowolona, ostatecznie po 2-3 użyciach moje odczucia się zmieniły.

Produkt po zmyciu z twarzy zostawia ją bardziej delikatną. Skóra jest miększa, drobne zaczerwienienia znikają, a w dotyku jest delikatnie napięta.

Ale, ale co z suchymi miejscami po stosowaniu maści na trądzik?
No niestety nic się nie stało. Jak były tak były. Peeling był za słaby na dość mocno przesuszone miejsca.
Na szczęście zauważyłam, że przyspiesza wchłanianie późniejszych kosmetyków.

Nie jest to może zaleta, która spowodowała, że pokochałam ten produkt, jednak nie jest to kosmetyk zły.
W sumie ciężko mi ocenić ostatecznie czy polecam ten produkt. Nie stosowałam wcześniej tego typu produktów. 
Jeżeli lubicie testować kosmetyki to myślę, że warto zaryzykować.
Natomiast kiedy szukacie sprawdzonego produktu może warto sprawdzić, czy istnieją inne, lepsze peelingi ;)
Cena: ok 10 zł.
Ostatecznie mogę mu dać 3 punkty na 5.

Polecacie jakieś peelingi enzymatyczne?

sobota, 9 stycznia 2016

Wibo Royal Shimmer. Rozświetlacz idealny?

Witajcie ;)

Nigdy nie przepadałam za używaniem rozświetlacza. Bałam się tego, czy efekt końcowy będzie zbyt mocny. Dodatkowo jestem raczej fanką efektu matu na twarzy i wszystko co świecące i błyszczące wolałam unikać ;)

Jednak jako zapalona miłośniczka testowania nowości kosmetycznych postanowiłam skorzystać o promocji w rossmannie i do mojego koszyka wpadł nowy rozświetlacz z Wibo Royal Shimmer .
Teoretycznie chciałam kupić wersje podstawową w czarnym opakowaniu jednak jej nie było więc skusiłam się na wersję Pauliny Krupińskiej.



Produkt zamknięty jest w małe opakowanie.
Przyznam, że sam wygląd tego opakowania bardzo mi się spodobał. 
Opakowanie zawiera przezroczyste wieczko, dzięki czemu możemy spokojnie zobaczyć jaki produkt znajduje się w środku.

Niestety na opakowaniu nie mamy podanej pojemność produktu. Podany mamy natomiast termin ważności czyli 6 miesięcy.

Kolor tego rozświetlacza jest cudowny. Moim zdaniem jest taki jaki powinien być czyli szampański. Uważam, że ten kolor świetnie nadaje się dla bladych osób.
Pigmentacja również jest bardzo dobra. Wystarczy lekko przejechać palcem lub pędzlem po produkcie by uzyskać sporą ilość mocno napigmentowanego produktu.
Konsystencja jest bardzo miękka i kremowa. Niestety przy takich właściwościach łatwo można przesadzić z ilością, więc trzeba uważać przy aplikacji.

Co do wyżej wymienionej aplikacji jest ona bardzo prosta. Produkt rozciera się bardzo łatwo i przyjemnie, dając piękną rozświetlającą tafle.

Niestety, ale produkt nie został moim ulubieńcem. Dlaczego?
Ponieważ produkt zawiera sporą ilość drobinek. 
Dla mnie stanowi to dyskwalifikacje tego rozświetlacza, ponieważ nie lubię, gdy na mojej twarzy znajdują się sporej wielkości drobinki.
Ale na 100% zadowolone z niego będą osoby, którym takie drobinki nie przeszkadzają.

Produkt utrzymuje się na twarzy bardzo długo, dzięki czemu możemy cieszyć się pięknym rozświetleniem.


Mimo iż produkt nie jest spełnieniem moich marzeń i raczej nie będę go używać jako typowego rozświetlacza na pewno znajdzie zastosowanie  jako cień do powiek i do rozświetlania wewnętrznego kącika.

Macie ten produkt?
Polecacie jakiś fajny rozświetlacz, który nie ma drobinek?

Pozdrawiam ;* 

środa, 6 stycznia 2016

Makeup Revolution róż do policzków czyli odkrycie zeszłego roku.

Hejka ;)
Jestem osobą dla której nigdy nie ma za dużo kosmetyków. Zakochana jestem szczególnie w różach do policzków, które dodają naszej twarzy lekkiego rumieńca, zdrowego wyglądy i ożywiają naszą (zazwyczaj zimą) bladą twarz.
Stosunkowo niedawno poznałam jak róże mogą zmienić wygląd i szczerze mówiąc od czasu, gdy użyłam różu po raz pierwszy nie mogę już z nich zrezygnować ;)

Ostatnio odkryłam całkiem fajny produkt z Makeup Revolution. Od początku stał się moim faworytem i bardzo mi przypasował ;)

Jeżeli chcecie dowiedzieć się o nim troszeczkę więcej to zapraszam do dalszej części ;) 



Ja wspomniałam wcześniej uwielbiam róże i teraz z każdego nowego w mojej kolekcji bardzo się cieszę.
Zakup tego produktu nie był planowany, ale musiałam skorzystać z okazji pojawienia się szafy MR w mojej miejscowej drogerii ;)


Rozpoczynając od opakowania to jest to dość małych rozmiarów, prostokątna, plastikowa kasetka. Posiada przezroczyste wieczko więc to dobre rozwiązanie kiedy chcemy zobaczyć jaki kolor znajduje się w środku. Zamyka się na klips i tu pojawia się problem, gdyż te zamknięcie jest bardzo mocne i czasem aby otworzyć opakowanie potrzeba użyć dużej ilości siły lub pomóc sobie używając paznokcia (nie polecam) / metalowego pilniczka (polecam).
Opakowanie mieści 2,4 g różu.


Dostępne jest 6 odcieni tego różu. Ja wybrałam dość neutralny odcień różu przełamanego małą ilością pomarańczy, kolor nosi nazwę Treat.
Jest to piękny kolor, który bardzo ładnie podkreśla nasze policzki.
Nie jest to matowy róż, gdyż zawiera sporą ilość złotych drobinek.
Są one bardzo delikatne i nie rzucają się w oczy po aplikacji produktu na policzki.
Sam produkt jest niezwykle delikatny i miękki w dotyku.
Przyznam szczerze, że po zakupie nie mogłam wyjść z zachwytu nad jego jedwabistą konsystencją.
Aplikacja tego różu jest prosta, jednak trzeba uważać z ilością, aby nie narobić sobie plam lub po prostu, aby nie przesadzić i nie wyglądać zbyt przerysowanie.
Ja wolę na początku nałożyć małą ilość i potem dodać kolejną "porcję" i wystopniować efekt ;)


Róż utrzymuje się bardzo długo, wręcz przy dobrym podkładzie potrafi przetrwać cały dzień.

Koszt tego małego cukiereczka to jedynie 6 zł. ;)






Dla mnie jest to bardzo dobry produkt. I zdecydowanie chciałabym mieć jeszcze inne róże z tej firmy w mojej kolekcji;)

Macie róże Makeup Revolution ?
Polecacie coś? 
:)

niedziela, 3 stycznia 2016

Ziaja naturalny krem oliwkowy.

Witajcie ;)

Niestety już jutro szkoła, ten wolny, świąteczny czas mina strasznie szybko. Ale nie narzekam bo już za miesiąc ferie zimowe ;) Dzisiaj także spadł u mnie śnieg, a temperatura jest ujemna więc możemy powiedzieć, że zimę mamy pełną parą ;)

Właśnie, jeżeli chodzi o zimę warto w tym mroźnym czasie mocniej zadbać o skórę.
W tym czasie postanowiłam odpocząć chwilkę od mojego ulubionego kremu z Ziaji, o którym pisałam tutajPostawiłam na produkt dobrze znany i już kultowy. Wiele osób polecało go właśnie wychwalając jego cudowne nawilżania.
Czy faktycznie sprawdził się tak dobrze u mnie?
Zapraszam na dalszą część recenzji ;)





Zacznijmy od opakowania.
Krem zamknięty jest w plastikowym opakowaniu z nakrętką. Opakowanie jest zwyczajne dla produktów ziaja. Wydobywanie kremu jest proste, spokojnie możemy kontrolować ile produktu zostało nam w opakowaniu.
Konsystencja kremu jest dobra, nie jest to lekki krem, natomiast nie można też powiedzieć, że jest ultra ciężki i tłusty. 
Wydaje mi się, że forma tego kremu jest idealne dla szybkiego wchłaniania. 
Aplikacja kremu jest bezproblemowa.
Zapach jest bardzo delikatny i praktycznie niewyczuwalny.

Działanie
Zacznę od tego co powinno być najważniejsze czyli jak reaguje moja skóra na obecność parafiny w kremach. 
A no niestety jest tak, że na twarzy pojawiają się się podskórne krostki, często dochodzi do pojawiania się dodatkowych krost i zaczerwienień.
Mimo iż wiedziałam o tym przed tym jak zaczęłam używać tego kremu spróbowałam zaryzykować.
Początkowo na mojej skórze nie działo się praktycznie nic, jednak z czasem (po ok. miesiącu używania kremu) zaczęły pojawiać się zwiększone ilości grudek tzw. kaszki.
Na szczęście był to jedyny efekt uboczny używania parafiny.

Ważne, aby przed używaniem tego kremu i innych kosmetyków z zawartością parafiny dokładnie sprawdzić, czy dany kosmetyk nie wywoła u nas reakcji alergicznych i nie zapcha naszej skóry.

Ale, ale przejdźmy do działania.
Moja skóra jest ostatnio bardzo mocno wysuszona. Po umyciu czasami czuję się jak wiór i potrzebuję szybko nałożyć dobrze nawilżający krem.
Sięgając po ten produkt wiedziałam, że moja skóra będzie odżywiona i miękka w dotyku. 
Z tego powodu bardzo spodobał mi się ten krem, ponieważ budząc się rano miałam zapewnioną dobrze nawilżoną i miękką w dotyku skórę.
Był jeszcze jeden powód, a mianowicie krem bardzo szybko się wchłania.
Wystarczy 5 minut i na skórze zostawała delikatna ochronna warstwa, która zapewniała dodatkową ochronę;)

Nakładałam ten krem również pod makijaż i tutaj także sprawdzał się dobrze. 

A jeżeli chodzi jeszcze o dodatkowe zalety tego kremu to zdecydowanie jest jego cena.
Za pojemność 200ml zapłaciłam jedynie 10zł.


Ogólnie jest to bardzo fajny krem, niestety tylko dla osób, którym parafina nie szkodzi.
Dla mnie jest to już skreślony produkt bo z pozostałościami po jego używaniu będę się jeszcze jakiś czas zmagać ;)
Myślę, że jeżeli nie macie problemu z używaniem kosmetyków pielęgnacyjnych z zawartością parafiny możecie śmiało spróbować tego produktu.

Ja tymczasem wracam do nauki, a Wam życzę spokojnej niedzieli ;)